Ładuję...
Strona się ładuje, chwileczkęSEO obrazków dla małej firmy: opis alternatywny, nazwy plików, lekkie zdjęcia a szybkość, wyszukiwarka grafiki i własne zdjęcia, które wspierają widoczność i zaufanie.
Krótka odpowiedź: Obrazki i zdjęcia pomagają w pozycjonowaniu na kilka sposobów. Opis alternatywny, czyli alt, mówi wyszukiwarce, co przedstawia obraz, co pomaga go zrozumieć i wesprzeć widoczność. Opisowe nazwy plików również pomagają. Lekkie, dobrze skompresowane obrazki przyspieszają stronę, co Google premiuje, a ciężkie ją spowalniają. Zdjęcia mogą też przyciągać ruch z wyszukiwarki grafiki. Własne, oryginalne zdjęcia budują zaufanie i wyróżniają firmę, co jest szczególnie cenne lokalnie. Zadbanie o obrazki wspiera więc zarówno widoczność, jak i odbiór strony przez klienta. Dobre zdjęcia sprzedają. Flowtellect to polska agencja web design, która tworzy strony internetowe w abonamencie dla małych firm w całej Polsce.
Zdjęcia i obrazy są ważną częścią strony, ale mało kto myśli o tym, że mogą też wspierać widoczność w Google. Tymczasem odpowiednie zadbanie o obrazki pomaga w pozycjonowaniu na kilka sposobów, a przy okazji poprawia odbiór strony przez klientów. Wspominaliśmy o obrazkach przy SEO on-page, a teraz potraktujemy ten temat w całości: co robić ze zdjęciami, by pomagały, przystępnie i praktycznie. To rozwinięcie podstaw z przewodnika SEO dla małej firmy. Fundamentem dla każdej firmy pozostaje pytanie czy mała firma potrzebuje strony.
Krótko: Tak, obrazki pomagają w pozycjonowaniu na kilka sposobów: pomagają wyszukiwarce zrozumieć treść, wpływają na szybkość strony, mogą przyciągać ruch z wyszukiwarki grafiki oraz poprawiają odbiór strony przez klientów. To często niedoceniany element. Zadbanie o obrazki wspiera zarówno widoczność, jak i doświadczenie odwiedzających, więc warto poświęcić im uwagę, bo dają korzyść na wielu poziomach.
Wyszukiwarka poznaje Twoją stronę trochę jak rozmówca przez telefon: tekst słyszy doskonale, ale obrazów nie widzi, więc wszystko, co wizualne, trzeba jej opowiedzieć. Z tej prostej ułomności bierze się całe SEO obrazków: zdjęcia, które dla człowieka mówią same za siebie, dla Google są nieme, dopóki nie dostaną podpisu, nazwy i rozsądnej wagi. Druga połowa tej historii to ciężar, bo obraz, w przeciwieństwie do tekstu, sporo waży, więc potrafi pomagać treścią, a szkodzić tonażem.
Nagroda za tę opowieść jest czworaka, bo zadbane obrazy pracują równolegle w kilku miejscach: pomagają maszynie pojąć, o czym jest strona, nie ciągną jej w dół przy ładowaniu, potrafią ściągać ludzi z wyników obrazkowych i robią robotę czysto ludzką, czyli przekonują oglądającego. Co ważne, żaden z tych frontów nie wymaga kompetencji fotografa, bo mówimy o opisywaniu i porządkowaniu, a nie o sztuce kadru. Jedno zdjęcie, zadbane raz, pracuje na czterech frontach naraz.
Każdemu z tych frontów poświęcamy osobny przystanek, a całość zamkniemy zestawem nawyków, które wystarczy powtarzać przy każdym wgrywanym zdjęciu. Nic z tego nie wymaga też sprzętu ani programów ponad to, co już masz w telefonie i przeglądarce.
Krótko: Opis alternatywny, czyli alt, to krótki tekst opisujący, co przedstawia obraz, dołączany do niego na stronie. Pomaga wyszukiwarce zrozumieć obraz, bo ona go nie widzi, a także służy dostępności dla osób korzystających z czytników ekranu. To najważniejszy element SEO obrazków, więc warto zadbać, by ważne obrazy miały sensowny opis alternatywny.
Najważniejszym z podpisów jest opis alternatywny, w żargonie alt: krótkie zdanie doczepione do obrazu, zwykle niewidoczne przy zwykłym oglądaniu strony. Najłatwiej myśleć o nim jak o dublerze zdjęcia: wchodzi na scenę zawsze wtedy, gdy obraz zagrać nie może. Spotkasz go pod różnymi nazwami, jak tekst alternatywny czy opis obrazka, ale zawsze chodzi o to samo pole.
Takich sytuacji są trzy. Robot wyszukiwarki nie widzi fotografii, więc czyta dublera i z niego dowiaduje się, co przedstawiała; czytnik ekranu odczytuje go osobie niewidomej lub słabowidzącej, dzięki czemu strona pozostaje dla niej zrozumiała; a gdy plik z jakiegoś powodu się nie wczyta, w jego miejscu pojawia się właśnie ten tekst. Jedno pole obsługuje więc trzy widownie naraz, a wypełnia się je przy wstawianiu obrazu, w przeznaczonym do tego miejscu systemu. Obraz bez opisu alternatywnego jest dla wyszukiwarki pustym prostokątem. Dostępność to przy okazji nie tylko gest, bo strona zrozumiała dla czytników ekranu bywa lepiej rozumiana przez maszyny w ogóle, a przejrzenie raz istniejących podstron pod kątem zaległych opisów to najłatwiejsza do nadrobienia zaległość.
Krótko: Dobry opis alternatywny trafnie i naturalnie opisuje, co przedstawia obraz, konkretnie, ale zwięźle, w razie sensu z istotną frazą. Nie należy upychać słów kluczowych ani pisać ogólników. Opis powinien rzetelnie oddawać zawartość obrazu językiem zrozumiałym dla człowieka, więc warto pisać go tak, jakbyś opisywał obraz komuś, kto go nie widzi, naturalnie i konkretnie.
Dobrego alta najłatwiej nauczyć się od prasy: podpis pod zdjęciem w gazecie jest krótki, rzeczowy i mówi, co widać, a nie jak bardzo jest pięknie. Redaktor nie pisze najlepsze ujęcie roku, tylko kto, co robi i gdzie, i dokładnie taki ton sprawdza się w opisie obrazka: jeden konkret znaczy więcej niż trzy przymiotniki. Porównaj dwa podpisy tego samego kadru: profesjonalna usługa w przyjaznej atmosferze nie mówi nic, a stylistka wykonująca koloryzację w jasnym salonie mówi wszystko, co trzeba.
Jeśli fraza, na której Ci zależy, naturalnie należy do sceny na zdjęciu, może w podpisie wystąpić; jeśli trzeba ją wpychać, to znak, że nie należy. Zestaw dobrych i złych praktyk masz w porównaniu obok, a obrazom czysto ozdobnym, jak tła czy ikonki, wystarczy opis minimalny lub żaden. Długość mierz jednym tchem: jeśli podpisu nie da się przeczytać na głos bez zadyszki, jest za długi. Pisz podpis jak do gazety: co widać, krótko i zgodnie z prawdą.
Rób
Nie rób
Krótko: Opisowa nazwa pliku obrazka, mówiąca, co przedstawia, pomaga wyszukiwarce go zrozumieć, w odróżnieniu od przypadkowej nazwy w rodzaju IMG_1234. To prosty, dodatkowy sygnał. Warto nazywać pliki obrazków sensownie i opisowo przed wgraniem ich na stronę, bo to drobny, ale pomocny element wspierający zrozumienie obrazu przez Google.
Drugi, cichszy podpis to nazwa samego pliku. Aparat i telefon nadają zdjęciom bełkotliwe ciągi znaków, które nie mówią nic, a przecież nazwa pliku to pierwsze słowo, jakie obraz wypowiada o sobie, zanim ktokolwiek doczyta alt. Plik nazwany od tego, co przedstawia, dokłada wyszukiwarce kolejną wskazówkę. Bywa zresztą widoczna nie tylko dla maszyn, bo wchodzi w skład adresu obrazka i pokazuje się przy zapisywaniu czy udostępnianiu.
Praktyka jest banalna: zanim wgrasz zdjęcie, zmień mu nazwę na krótką i opisową, oddzielając słowa myślnikami, jak przyjęło się w adresach internetowych. To sygnał słabszy niż opis alternatywny, więc bez przesadnej pieczołowitości; chodzi o odruch przy zgrywaniu zdjęć, nie o projekt. Najprościej robić to hurtem: po zgraniu serii z telefonu zmień nazwy całej partii za jednym posiedzeniem, zanim cokolwiek poleci na stronę. Do plików już opublikowanych bez potrzeby nie wracaj, bo zmiana nazwy działającego obrazka to robota dla wykonawcy. Nazwa pliku to wizytówka obrazu wręczana jeszcze przed altem.
Krótko: Ciężkie, niezoptymalizowane obrazki spowalniają stronę, co szkodzi widoczności i zniechęca klientów, dlatego warto je kompresować i dostosowywać rozmiar, by były lekkie, zachowując dobrą jakość. Lekkie obrazki przyspieszają stronę, co Google premiuje i co poprawia doświadczenie klienta, więc optymalizacja wagi zdjęć to jeden z najważniejszych elementów SEO obrazków.
Najwięcej szkody obrazy robią wagą. Zdjęcie prosto z aparatu wstawione na stronę to plakat formatu billboardu wciśnięty w ramkę na biurku: odwiedzający zobaczy miniaturę, ale jego przeglądarka musi dźwignąć cały billboard, a strona zwalnia z każdym takim ciężarem. O tym, czemu tempo ładowania jest groźne dla widoczności, pisaliśmy przy Core Web Vitals i szybkość strony; tutaj wystarczy pamiętać, że ociężałe fotografie to najczęstszy hamulec. Działa on najmocniej tam, gdzie klient i tak ma najtrudniej, czyli na telefonie z przeciętnym zasięgiem, a właśnie stamtąd przychodzi dziś większość odwiedzin.
Podstępne jest to, że wagi nie widać gołym okiem: dwa identycznie wyglądające zdjęcia potrafią różnić się ciężarem wielokrotnie. Recepta dla właściciela mieści się w ramce obok i sprowadza do jednego ruchu przed wgraniem, a kwestie w rodzaju nowoczesnych formatów zapisu zostają po stronie osoby budującej witrynę. Dobra wiadomość: przy rozsądnych ustawieniach odchudzanie jest dla oka bezstratne, więc nie wybierasz między jakością a tempem, tylko zdejmujesz zbędny balast. Klient nie zobaczy nadmiarowej wagi zdjęcia, ale jego telefon ją poczuje.
Krótko: Ludzie szukają też obrazów w wyszukiwarce grafiki Google, więc dobrze opisane zdjęcia mogą przyciągać dodatkowy ruch tą drogą. To dodatkowe, często pomijane źródło widoczności. Zadbane obrazki, z trafnym opisem alternatywnym i nazwą, mogą pojawiać się w wynikach grafiki i sprowadzać klientów, więc warto pamiętać o tym dodatkowym kanale widoczności.
Część klientów szuka oczami, nie słowami: fryzury, tortu, metamorfozy wnętrza czy gotowego mebla nie opisuje się frazą, tylko ogląda, więc tacy ludzie od razu przechodzą do zakładki z obrazami. Tam Twoje zdjęcie pracuje jak próbka rzemiosła wystawiona dokładnie w miejscu, gdzie się jej szuka: klient najpierw zatrzymuje wzrok na ujęciu, a dopiero potem sprawdza, kto za nim stoi, i ta odwrócona kolejność poznania potrafi przyprowadzić go na stronę. Żadnych dodatkowych zabiegów ten kanał nie wymaga, bo otwierają go te same podpisy, nazwy i lekkość, o których już mowa; w branżach o widocznym efekcie bywa zaskakująco wydajny, w pozostałych stanowi darmowy dodatek do zwykłych wyników. Jedyny warunek to spójność: ujęcie, które przyciągnęło wzrok, musi prowadzić na stronę z tą samą jakością i prostym kontaktem, bo inaczej kanał kończy się na oglądaniu. Podejrzyj zresztą sam, co pokazuje zakładka grafiki na frazy z Twojej branży, bo to najszybszy zwiad przed decyzją, ile uwagi poświęcić temu kanałowi.
Krótko: Własne, oryginalne zdjęcia firmy, jej pracy, produktów czy miejsca są lepsze niż powielane zdjęcia stockowe, bo są autentyczne, wyróżniają firmę i budują zaufanie. Są też unikalne, co ceni wyszukiwarka. Stawianie na własne zdjęcia zamiast generycznych stockowych wspiera zarówno wiarygodność w oczach klientów, jak i wyróżnienie się, więc warto pokazywać prawdziwą firmę, a nie anonimowe obrazy z banku zdjęć.
Co właściwie fotografować, podpowiadają kafelki obok, a zasada nadrzędna brzmi: pokazuj swoje. Obraz z banku zdjęć to uśmiech z katalogu, który klient widział już u dentysty, prawnika i dewelopera, więc niczego o Tobie nie mówi; bywa wygodny, ale jest tapetą, nie dowodem. Klienci wyczuwają to bez żadnej analizy, bo katalogowe kadry mają charakterystyczną, wystudiowaną gładkość, której prawdziwe wnętrza nie miewają.
Pomocny jest test odwrócenia: czy to zdjęcie mogłoby wisieć na stronie konkurenta bez żadnej zmiany? Jeśli tak, nie pracuje dla Ciebie. Własne ujęcia, choćby zrobione telefonem przy dobrym świetle, pokazują prawdziwą robotę i prawdziwych ludzi, a wyszukiwarka dodatkowo premiuje materiał, którego nie widziała nigdzie indziej. Wystarczy seria z jednej sesji raz na jakiś czas: kilka ujęć pracy, dwa portrety, jedno wejście do lokalu, i strona ma zapas na długo. Zdjęcie, które mogłoby należeć do każdego, nie należy do nikogo.
Pokazują, co i jak firma robi.
Klient widzi, czego się spodziewać.
Pomagają rozpoznać i znaleźć firmę.
Pokazują, kto stoi za firmą.
Budują lokalną autentyczność.
Autentyczne i unikalne, nie generyczne.
Krótko: Dobre zdjęcia poprawiają doświadczenie klienta na stronie, pomagają mu zrozumieć ofertę, budują zaufanie i wspierają decyzję, co pośrednio wzmacnia skuteczność strony. To wartość poza samym SEO. Obrazki nie tylko wspierają widoczność, ale i przekonują klienta, więc warto traktować je jako element budujący zaufanie i pomagający w decyzji, a nie tylko ozdobę.
Po stronie klienta fotografie odpowiadają na pytania, których nigdy nie zada na głos. Wchodząc na stronę, każdy po cichu sprawdza, a lista jest krótka i bezlitosna, bo strona odpowiada na te pytania, nawet jeśli milczy, gdyż brak zdjęć też jest odpowiedzią:
Tekst na te pytania odpowiada obietnicą, zdjęcie odpowiada dowodem, a obietnice się czyta, dowody się ogląda. Dlatego strona z dobrymi fotografiami domyka kontakt tam, gdzie sama treść zostawia wątpliwości, i to jest zysk niezależny od pozycji w wynikach, choć ostatecznie pracujący na ten sam cel. Z tych pytań wynika też kolejność inwestycji: najpierw fotografie efektów i miejsca, bo na nie patrzy każdy, dopiero potem ozdobniki.
Krótko: Dla lokalnej firmy szczególnie wartościowe są zdjęcia jej lokalu, pracy, efektów i okolicy, bo budują lokalną autentyczność, pomagają klientom z okolicy ją rozpoznać i wspierają widoczność lokalną, w tym na wizytówce Google. Prawdziwe, lokalne zdjęcia wzmacniają wizerunek firmy w jej rejonie, więc warto pokazywać realne miejsce i pracę, także na profilu w Google.
Dla firmy z okolicy zdjęcia mają jeszcze jedną scenę: galerię profilu w mapach. Klient z mapy odbywa pierwszą wizytę z kanapy: przegląda fotografie wnętrza, prac i wejścia, zanim zdecyduje, czy w ogóle zadzwonić, a szyld zapamiętany ze zdjęcia rozpoznaje potem z ulicy. Profil z prawdziwą galerią wygrywa z profilem pustym, zanim padnie pierwsze słowo. Działa to również w drugą stronę, bo przestarzałe kadry potrafią zaboleć: klient, który zastanie inne wnętrze niż w galerii, zaczyna wizytę od nieufności.
Te same kadry pracują podwójnie, bo wzmacniają stronę i profil naraz, a ich rola w widoczności w okolicy łączy się z pozycjonowaniem lokalnym, które opisaliśmy osobno. Dorzucaj tam świeże ujęcia po większych realizacjach, bo żywa galeria mówi: tu się dzieje. Podpisuj je przy tym równie starannie jak na stronie, bo zasady z tego wpisu obowiązują wszędzie, gdzie obraz reprezentuje firmę. Galeria profilu to pierwsza wizyta klienta, odbyta zanim zadzwoni.
Krótko: W praktyce przy obrazkach warto zadbać o kilka prostych rzeczy: sensowny opis alternatywny i nazwę pliku, lekkość przez kompresję i odpowiedni rozmiar, własne, oryginalne i dobrej jakości zdjęcia oraz ich wykorzystanie także lokalnie. To proste nawyki dające realną korzyść. Zadbanie o te kilka elementów sprawia, że obrazki wspierają widoczność i skuteczność strony, więc warto wprowadzić je jako stały nawyk.
Na koniec dobra wiadomość: wszystko powyższe składa się w rutynę trzech ruchów przy każdym wgrywanym zdjęciu: zmień nazwę, zmniejsz wagę, dopisz podpis. Zajmuje to mniej niż minutę i po kilku razach robi się odruchowe jak zapinanie pasów; pełną ściągawkę masz w liście obok.
Różnica między stroną z zadbanymi obrazami a zaniedbaną rzadko bierze się z wiedzy, bo tę właśnie masz w całości; bierze się z nawyku. Sprzęt nie gra tu głównej roli, terminarz też nie, wystarczy konsekwencja przy dodawaniu materiału. A jeśli zdjęcia dodaje za Ciebie wykonawca, przekaż mu te trzy ruchy jako standard i od czasu do czasu wyrywkowo sprawdź dowolny obrazek.
A gdy najdzie Cię pokusa, by machnąć ręką, przypomnij sobie cztery fronty z początku wpisu: każdy pominięty podpis i każdy nadmiarowy megabajt to obraz, który mógł pracować, a wisi bezczynnie. To inwestycja o nietypowej księgowości: koszt liczony w minutach, zwrot w klientach, którzy zobaczyli i uwierzyli. Trzy ruchy przy wgrywaniu zamieniają ozdobę w pracownika.
U nas mała firma dostaje stronę z obrazkami zadbanymi pod widoczność: z sensownymi opisami alternatywnymi, opisowymi nazwami plików, lekkimi, zoptymalizowanymi zdjęciami niespowalniającymi strony oraz naciskiem na prawdziwe, własne fotografie budujące zaufanie. Prowadzimy stronę za Ciebie razem z wizytówką Google, dbając, by zdjęcia pracowały na widoczność i przekonywały klientów. Wszystko w jednej stałej cenie 199 zł miesięcznie. Opowiedz nam w kilku krokach o swojej firmie, a pokażemy, jak mogłaby zdobywać klientów z wyszukiwarki. Bez zobowiązań.
Czy obrazki mają znaczenie dla pozycjonowania?
Tak, na kilka sposobów. Pomagają wyszukiwarce zrozumieć treść strony, bo nie widzi ona obrazu jak człowiek i polega na dodatkowych informacjach, jak opis alternatywny. Wpływają na szybkość strony, która jest ważnym czynnikiem widoczności, bo ciężkie obrazki ją spowalniają, a lekkie przyspieszają. Mogą przyciągać dodatkowy ruch z wyszukiwarki grafiki, gdzie ludzie szukają obrazów. Poprawiają też odbiór strony przez klientów, budując zaufanie i wspierając decyzje, co pośrednio wzmacnia jej skuteczność. Zadbanie o obrazki przynosi więc korzyść na wielu poziomach naraz, a sprowadza się do kilku prostych nawyków, więc zdecydowanie warto o nie zadbać.
Co to jest opis alternatywny obrazka i po co go dodawać?
Opis alternatywny, fachowo alt, to krótki tekst opisujący, co przedstawia dany obraz, dołączany do niego na stronie. Pełni dwie role. Po pierwsze, pomaga wyszukiwarce zrozumieć, co jest na obrazie, bo ona go nie widzi i opiera się na tym opisie, co pomaga powiązać obraz i stronę z odpowiednimi zapytaniami. Po drugie, służy dostępności, bo jest odczytywany przez czytniki ekranu osobom niewidomym czy słabowidzącym, a także wyświetla się, gdy obraz się nie załaduje. Z punktu widzenia SEO jest kluczowy, bo to główny sposób, w jaki wyszukiwarka dowiaduje się, co jest na obrazie, więc warto dodawać sensowne opisy alternatywne ważnym obrazom na stronie.
Jak zoptymalizować zdjęcia, żeby nie spowalniały strony?
Przede wszystkim zadbać o ich lekkość. Po pierwsze, kompresować je, czyli zmniejszać wagę pliku przy zachowaniu dobrej jakości, do czego służą darmowe narzędzia. Po drugie, dostosować rozmiar, czyli wymiary obrazu, do tego, jak duży faktycznie wyświetla się na stronie, bo wgrywanie ogromnych zdjęć i pokazywanie ich w małym rozmiarze marnuje wagę. Po trzecie, używać nowoczesnych, oszczędnych formatów, czym zwykle zajmuje się system strony czy wykonawca. Praktyczną zasadą dla małej firmy jest kompresowanie zdjęć przed wgraniem i niewrzucanie ogromnych plików prosto z aparatu. Lekkie obrazki przyspieszają stronę, co Google premiuje i co poprawia doświadczenie klienta.
Czy lepiej używać własnych zdjęć, czy z banku zdjęć?
Zdecydowanie lepiej własnych, oryginalnych. Zdjęcia stockowe, czyli gotowe obrazy z banków zdjęć, są wygodne, ale nieautentyczne, anonimowe i powielane na wielu stronach, więc nie budują wizerunku ani nie wyróżniają firmy, a klient mógł je widzieć u konkurencji. Własne zdjęcia pokazują prawdziwą firmę, jej pracę, produkty, efekty czy miejsce, co buduje zaufanie i pozwala klientowi zobaczyć, z kim ma do czynienia, wyróżnia firmę i jest cenione przez wyszukiwarkę jako unikalne. Dla małej firmy często wystarczą dobrej jakości zdjęcia zrobione nawet telefonem, byle prawdziwe i estetyczne, więc warto pokazywać realną firmę zamiast generycznych obrazów.
Czy zdjęcia pomagają w widoczności lokalnej?
Tak, i to znacząco. Dla lokalnej firmy prawdziwe zdjęcia lokalu pomagają klientom z okolicy ją rozpoznać i poczuć się pewniej, bo widzą, dokąd przyjdą, a zdjęcia pracy, efektów i realizacji budują zaufanie lokalnych klientów. Zdjęcia odgrywają dużą rolę zwłaszcza na wizytówce Google, gdzie prawdziwe fotografie firmy, lokalu, pracy i efektów uatrakcyjniają profil, budują zaufanie i wspierają jego skuteczność, a klienci szukający lokalnie chętniej wybierają firmę z zachęcającymi zdjęciami. Dla lokalnej firmy warto więc zadbać o zestaw dobrych, prawdziwych zdjęć pokazujących lokal, pracę, efekty i okolicę oraz wykorzystać je na stronie i na wizytówce Google.
Alex - founder i creative director Flowtellect. Flowtellect to polska agencja web design, która tworzy strony internetowe w abonamencie dla małych firm w całej Polsce. Alex prowadzi agencję od początku istnienia firmy i osobiście odpowiada za każdy projekt. Poznaj nas lub napisz bezpośrednio.
Czy ten wpis pomógł?
Wczytuję...

ZOSTAW BRIEF
Powiedz nam o swoim biznesie w 60 sekund. Odpowiemy mailem albo oddzwonimy w ciągu jednego dnia roboczego.
Wolisz porozmawiać od razu? Umów 20-minutową rozmowę online.